Na Hannover Messe odnieśliśmy sukces - teoretycznie

| Gospodarka Artykuły

Hannover Messe były ogromne, pełne nowości i biznesowego gwaru, jednak po kilku spędzonych tam dniach mam przekonanie, że mogło być lepiej - tym, co zaskoczyło in minus, była skala partycypacji naszego kraju w wystawie. Będąc na niej jako gość, a przede wszystkim inżynier i od wielu lat bywalec targów zagranicznych, miałem okazję do zobaczenia realnej próbki naszych możliwości przemysłowych w zestawieniu z tymi prezentowanymi przez inne kraje. Na tym tle wypadliśmy poniżej oczekiwań.

Na Hannover Messe odnieśliśmy sukces - teoretycznie

Zacznijmy od wersji oficjalnej. Na polskim stoisku narodowym miało być 10 firm (w tym Medcom, TMA Automation, Zortrax i DT Poland), 20 startupów, reprezentacje ośmiu województw i pięciu SSE - zapowiadało się ciekawie. Dodam, że w praktyce samo stoisko okazało się być bardzo estetyczne, atrakcyjnie wykonane i na pewno mogło się podobać.

Jak w praktyce wyglądała obecność biznesowa Polaków? Przestrzeń dla firm była zminimalizowana i, poza Solarisem oraz Ursus Bus, rodzime przedsiębiorstwa pokazywały niewiele, zwykle pojedyncze urządzenia. Również dobór firm był nieco przypadkowy. Można zapytać - gdzie byli, poza wymienionymi wyjątkami, rodzimi producenci automatyki i maszyn? Gdzie byli integratorzy systemów, którzy na co dzień pracują dla największych koncernów motoryzacyjnych na świecie i odnoszą sukcesy za granicą?

Na stoisku odbywała się również promocja regionów i stref ekonomicznych. Idea słuszna, natomiast obszerne prezentacje każdego z województw i mówienie np. o ich walorach turystycznych - a tego byłem świadkiem - wydają się być w kontekście targów przemysłowych nieco chybionym pomysłem. Sytuację ratowały wydarzenia oficjalne, takie jak podpisanie kilku umów o współpracy, w tym bardzo istotnej pomiędzy Ministerstwem Rozwoju i Siemensem.

Gorzej rzecz się miała z polską nauką, a dokładniej stoiskiem SciTech. Znajdowało się ono w hali zajętej przez Fraunhofera oraz inne instytuty niemieckie czy szwajcarskie i, w przeciwieństwie do tych ostatnich, było znacznie mniej odwiedzane. Polski obszar wystawy nie przyciągał wielu gości, bowiem SciTech - poza kilkoma eksponatami z politechnik oraz ścianą ekranów, miało do zaoferowania głównie kawę i miejsce do odpoczynku. Słabo jak na plany pokazania nowego oblicza polskiej gospodarki w ramach "Smart Means Poland".

Powyższe po części wynikało z kwestii organizacyjnych, gdyż niektóre z instytutów czy centrów badań informowane były o ich partycypacji w wystawie w ostatniej chwili, czego skutkiem prezentowały one co najwyżej foldery informacyjne. Być może było to również odzwierciedleniem faktu, o którym mówi się od dekad - braku wystarczającej współpracy pomiędzy krajową nauką i przemysłem.

Polscy wystawcy, z którymi miałem okazję rozmawiać, byli raczej zadowoleni z uczestnictwa w targach. Dotyczyło to m.in. firm wystawiających się samodzielnie, czyli poza stoiskiem narodowym. Nie narzekano na liczbę odwiedzających osób, natomiast pojawiły się głosy, że przedsiębiorstwa te zostały wcześniej potraktowane niczym piąte koło u wozu - dostając albo opóźnioną ofertę wsparcia finansowego, albo jego odmowę ze względu na niską innowacyjność produktów.

Dodatkowo, nawet już będąc na targach na własny koszt, po prostu ginęły one wśród tysięcy innych wystawców przez prozaiczny brak jednolitego, biało-czerwonego oznaczenia stoisk. Chodzi tu o duże, atrakcyjnie wyglądające nadbudówki, które miały przykładowo pawilony chińskie czy tureckie. Bez nich setka polskich firm (a nie 200, jak podawano w oficjalnych komunikatach) nie wyróżniała się niczym w ponad dwudziestu ogromnych halach targowych.

Osoby będące na wystawie mogły być też zdziwione dysonansem pomiędzy oficjalnymi relacjami w mediach ogólnopolskich, a rzeczywistą sytuacją, jaką zastały na miejscu. O ile bowiem w telewizyjnym kadrze nasze uczestnictwo wyglądało naprawdę nieźle, o tyle możliwości lokalnego, prywatnego biznesu zostały zaprezentowane słabo, co jest spostrzeżeniem nie tylko moim, ale też innych osób z branży. Być może my sami też oczekiwaliśmy od wystawy zbyt wiele, licząc na konkrety, większy show i nowe otwarcie.

Wszystko przecież nam sprzyjało! Rocznica 70-lecia targów, ich duża edycja i okrągły rok na przygotowanie się do wystawy. Opuszczając Hanower miałem natomiast odczucie, że w targach braliśmy udział tylko teoretycznie. A szkoda, bo taka szansa się długo nie powtórzy.

Zbigniew Piątek