Statki budowane są w technologii blokowej, która polega na ich montowaniu z prefabrykowanych sekcji. Segmenty te są wykonywane w stoczni, włącznie z wbudowaniem w nie wyposażenia oraz różnych instalacji (elektrycznej, wodno-kanalizacyjnej, wentylacji) – im więcej elementów można zainstalować w blokach na tym etapie, tym sprawniejszy i szybszy jest montaż końcowy. Następnie sekcje są transportowane do doku albo pochylni, gdzie są łączone, tworząc kadłub statku.
Mimo że technologia blokowa znacząco usprawnia budowanie statków, nadal jest to zadanie czasochłonne i pracochłonne, obciążające fizycznie pracowników, wymagające precyzji i skomplikowane, przede wszystkim ze względu na swoją skalę oraz poziom kastomizacji. Tradycyjnie przemysł stoczniowy polegał na pracy wykwalifikowanego personelu. Ostatnio jednak branża ta coraz częściej boryka się z trudnościami w tym zakresie – braki siły roboczej są coraz bardziej odczuwalne, w miarę jak m.in. energetyka jądrowa, budownictwo i przemysł naftowy przyciągają coraz więcej przeszkolonego personelu morskiego.
Automatyzacja spawania w stoczniach
W odpowiedzi na to wyzwanie w stoczniach upowszechniają się roboty – automatyzacja jak największej liczby zadań staje się koniecznością, aby w obliczu braków wykwalifikowanych pracowników nadążyć za wymaganiami klientów i zachować konkurencyjność. Robotyzacja najbardziej pracochłonnych i najuciążliwszych zadań zwiększa też produktywność i poprawia bezpieczeństwo pracowników. Zadaniem, w którym roboty są wykorzystywane od dawna, jest spawanie.
Jest to podstawowa technologia łączenia materiałów w branży stoczniowej, która polega na uzyskiwaniu wodoszczelnych oraz gładkich połączeń, które zmniejszają opory ruchu kadłuba. Jednocześnie jest to jeden z najdroższych i najbardziej czasochłonnych etapów budowy statków. Nic zatem dziwnego, że już w latach 80. zeszłego wieku w stoczniach, najpierw w Japonii, a następnie na całym świecie, zaczęto instalować roboty spawalnicze. Od tego czasu jednak, chociaż koszty pracy znacznie wzrosły, podczas gdy ceny robotów przemysłowych spadły, a ich technologia się rozwinęła, robotów spawalniczych w produkcji statków przybywało w wolniejszym tempie, niż w innych gałęziach przemysłu. Zwłaszcza w małych i średnich stoczniach stopień zrobotyzowania spawania w dalszym ciągu jest bardzo niski. Wynika to przede wszystkim ze specjalnych wymagań, jakie niesie ze sobą wdrożenie robota na stanowisku montażowym bloków statku. Sprawiają one, że inwestycja w zakup takiej maszyny nie zwraca się na tyle szybko, aby było to opłacalne, ze względu na jej nieefektywne wykorzystywanie.
Wyzwania w spawaniu statków
Największe wyzwania w robotyzacji spawania statków to: duże wymiary elementów (ze względu na nie zwykle zasięg robotów spawalniczych to 1,5‒2 metry i wymagane są specjalne systemy pozycjonowania i transportowe, jak roboty suwnicowe, dźwigi, systemy mobilne, przenośniki), małe tolerancje odchyłek położenia i geometrii elementów, ograniczona przestrzeń robocza. Przede wszystkim jednak problemem jest to, że zadania spawania w przemyśle stoczniowym nie są powtarzalne, ponieważ produkcja statków nie jest seryjna, lecz zindywidualizowana – każdy projekt jest w zasadzie wyjątkowy. Dlatego roboty przemysłowe, projektowane pod kątem jak najefektywniejszej realizacji zadań powtarzających się, są w tym zastosowaniu nieelastyczne. Dla ich efektywności jest również kluczowy wybór właściwej metody ich programowania. Wymaga to często niekonwencjonalnego podejścia, ponieważ techniki tradycyjne w przypadku produkcji jednorazowej zazwyczaj skutkują niekorzystnym stosunkiem czasu programowania do czasu spawania. Rozwój opłacalnych metod programowania jest zatem warunkiem koniecznym dla wzrostu liczby robotów wykorzystywanych w przemyśle stoczniowym.
Programowanie robotów w stoczniach
Początkowo roboty spawalnicze były programowane online, ze względu jednak na złożoność oraz koszty tej techniki szybko zastąpiono ją metodą offline. W jej zakresie stosowano różne podejścia. Na przykład w celu określenia geometrii obiektu dane CAD przesyłano bezpośrednio do systemu programowania robota lub niezbędne informacje wprowadzano w postaci parametrycznego opisu obiektu na podstawie rysunków. Jeżeli chodzi o planowanie trajektorii, korzystano z kolei z makr, czyli predefiniowanych wzorców ruchu dla często powtarzających się detali. Znacznie skracało to programowanie robota, o ile makr nie było zbyt wiele, co inaczej utrudniało zarządzanie nimi i ich wybór. Z czasem podejście to uzupełniono o rozwiązania w zakresie unikania kolizji i ostatecznie opracowano systemy programowania automated offline programming, które zaczęły zapewniać opłacalny stosunek czasu programowania do czasu produkcji. Niestety, programowanie offline, zwłaszcza w przypadku małych i średnich stoczni, ma wady, takie jak wymóg umiejętności programowania na wysokim poziomie w przypadku obiektów o nietypowych kształtach i nieuwzględnianie odchyleń pozycji i geometrii przedmiotu. Dlatego trzeba go wyrównywać zgodnie z wcześniej zdefiniowanymi lokalizacjami. Z czasem zaczęto więc w stoczniach wdrażać podejście hybrydowe, na przykład na podstawie danych CAD i informacji z systemu wizyjnego.
Roboty w stoczniachPoza spawaniem w stoczniach roboty przemysłowe znajdują też inne zastosowania. Przykładem są roboty-pająki pracujące w jednej z koreańskich stoczni Samsung Heavy Industries. Są to roboty autonomicznie, które przemieszczając się po powierzchni kadłuba statku, usuwają rdzę i pozostałe zanieczyszczenia przed jego malowaniem. W zakładzie tym wykorzystywane są też roboty podwodne, których zadaniem jest czyszczenie kadłubów statków z materii organicznej nagromadzającej się na nich, gdy po zwodowaniu i zacumowaniu w doku stoczni wykonywane są jeszcze dodatkowe prace na pokładzie. Nierzadko trwają one nawet kilka miesięcy, co sprawia, że na powierzchni części zanurzonej kadłuba mogą się osadzać duże ilości przykładowo glonów i skorupiaków. Wykorzystując roboty do ich usunięcia, można znacznie skrócić czas przygotowania statku do dostawy do klienta. |
Automatyzacja terminali w portach
Typowa sekwencja zadań w terminalach kontenerowych w portach jest następująca: kontenery, dostarczane ciężarówkami albo pociągami, są rozładowywane na placu, rozwożone po nim, układane w stosy. Gdy przypłynie statek, dźwigi przenoszą ładunki na pojazdy transportowe, które przewożą je na nabrzeże portowe, gdzie dźwigi przekładają je na pokład jednostki pływającej. Przy rozładunku operacje te są wykonywane w odwrotnej kolejności – ładunek ze statku jest rozładowywany na nabrzeżu w porcie, transportowany na plac, przekładany na ciężarówki.
W obu kierunkach płynność realizacji poszczególnych kroków decyduje o sprawności łańcucha dostaw. Żeby ją poprawić, na kolejnych etapach wdraża się rozwiązania automatyki. Obsługę terminali kontenerowych w portach można łatwo zautomatyzować, ponieważ ładunki, które są w nich składowane, są zestandaryzowane, operacje powtarzalne, a otoczenie przewidywalne.
Automatyka w suwnicach bramowych
Kontenery na placu układane są piętrowo. Stosy ustawiane są w rzędach, zwykle oddzielonych wąskimi odstępami. Liczba kontenerów w stosie i liczba rzędów w sekcji zależą od wymiarów ładunków i rozmiarów dostępnego miejsca na placu.
Do układania ładunków w tak uporządkowany sposób używane są suwnice bramowe w wersji zautomatyzowanej ASC (Automatic Stacking Cranes). Są to zwykle suwnice zamontowane na szynach RMG (Rail-Mounted Gantry). Typowa wysokość i szerokość tych urządzeń wynosi 30 metrów. Przeważnie jedna suwnica obsługuje nawet kilkanaście rzędów, a dwie współdzielą parę szyn. ASC wyposażone są w liczne czujniki, które lokalizują kontenery i ich miejsce docelowe. Są to m.in. laserowe systemy naprowadzania. Zapewniają one dokładność pozycjonowania ładunków rzędu kilku centymetrów. To w przypadku kontenerów o długości kilkunastu metrów, które ważą nawet kilkadziesiąt ton i przemieszczają się z prędkością sięgającą kilku metrów na sekundę, oznacza dużą precyzję. ASC są również wyposażone w enkodery i dalmierze laserowe, które mierzą pozycje wózka, wciągnika i rozrzutnika (zespołu odkładającego ładunek) względem kontenera. Położenie suwnicy wzdłuż szyn jest z kolei określane z wykorzystaniem anteny, która odbiera sygnały z transponderów RFID zamontowanych w podłożu. Rozmieszczenie kontenerów na placu planuje i nadzoruje Equipment Control System (ECS). ECS poza tym steruje robotami mobilnymi AGV (Automated Guided Vehicle), wyznaczając im optymalne (najkrótsze, bezkolizyjne) ścieżki ruchu. AGV w terminalach portowych są wykorzystywane w transporcie poziomym, przewożąc kontenery z nabrzeża i na nabrzeże.
Automatyka w dźwigach STS
Dźwigi STS (Ship To Shore) służą do transportu kontenerów ze statku na nabrzeże portowe oraz w kierunku odwrotnym. Wprawdzie operator tych urządzeń zwykle wciąż jest obecny, coraz częściej jednak jego rola ogranicza się do nadzorowania ich pracy i zdalnego sterowania nimi w zadaniach, które wymagają obsługi ręcznej. Jest to możliwe dzięki temu, że w dźwigach STS wprowadza się coraz więcej funkcji automatyki. Te zwiększają też ich wydajność, ograniczają koszty operacyjne oraz poprawiają bezpieczeństwo operacji przeładunkowych. Przykładem jest system wspierający operatora w przenoszeniu ładunku przez ograniczanie jego kołysania, które powoduje zazwyczaj wiatr lub nierównomierne rozłożenie obciążenia. Ten niekontrolowany ruch jest problematyczny szczególnie wtedy, kiedy ładunek jest podnoszony z pokładu statku albo odstawiany w porcie. Próbując ustabilizować jego kołysanie się operator traci czas, a ten, sumując się przy dużej liczbie kontenerów, zwiększa opóźnienia – automatyczne tłumienie kołysania może więc znacznie skrócić załadunek. Kolejne przykłady to systemy optymalizowania ścieżki ruchu między pozycją początkową a końcową oraz pozycjonowania kontenerów w miejscu docelowym. Pierwszy opiera się na danych ze skanerów laserowych, które monitorują otoczenie na drodze od statku do nabrzeża portowego, co pozwala na stosowne do aktualnych warunków spowalnianie albo przyspieszanie ruchu wciągnika dźwigu, aby omijał przeszkody i przemieszczał się najkrótszą trasą.
Statki autonomiczne
Nowoczesne jednostki pływające wyposażone są w szereg systemów automatyki i sterowania oraz monitorowania ich stanu. Przyszłością transportu morskiego mają być jednak statki w pełni autonomiczne.
Tytułowe statki będą wyposażone w system, który będzie samodzielnie planował trasę oraz dobierał ustawienia układu sterowania i napędu, żeby prowadzić jednostkę w sposób bezkolizyjny i unikając wpłynięcia na mieliznę, uwzględniając aktualne warunki zewnętrzne i jej stan. Statki tej klasy będą obsługiwane załogowo, bezzałogowo albo zdalnie, w zależności od poziomu ich niezależności. W przykładowej klasyfikacji wyróżnia się pięć jej poziomów. Najniższy będzie oznaczał, że system autonomiczny będzie jedynie wspomagać operatora, zaś najwyższy, że przejmie pełną kontrolę nad statkiem. Poziom niezależności będzie determinowany stopniem, w jakim automat będzie zastępować, operatora w pozyskiwaniu i analizowaniu informacji, podejmowaniu w oparciu na nich decyzji oraz działaniu. W typowym systemie autonomicznym będzie można wyróżnić kilka podsystemów. Główne będą odpowiadały za: gromadzenie oraz przetwarzanie danych, nawigację, komunikację i zdalne wsparcie. Zadaniem pierwszego będzie analiza otoczenia, tzn. obecności i ruchu innych statków i obiektów morskich, środowiska morskiego (pogody, wysokości fal, prędkości wiatru) i stanu oraz ruchu samego statku (pozycji, prędkości, kierunku).
Zadania podsystemu nawigacji
W tym celu zbierać będzie dane z wielu sensorów (radar, LIDAR, kamery, kamery termowizyjne, stacje pogodowe, sensory wysokości fal, żyroskopy, GPS) i na ich podstawie dostarczać wyniki, pozwalające na podejmowanie decyzji operacyjnych. Ich odbiorcą będą operatorzy albo system autonomiczny. Na przykład w razie rozpoznania obiektu znajdującego się na kursie kolizyjnym ze statkiem informacja o tym będzie przekazywana podsystemowi nawigacji, a w przeciwnym przypadku alarmowany będzie operator. Podsystem nawigacji z kolei będzie miał za zadanie: planować optymalną, bezkolizyjną, bezpieczną trasę, aktualizować ją w czasie rzeczywistym w razie potrzeby, sterować statkiem oraz regulować parametry pracy jego napędu, alarmować operatora w razie wejścia na kurs kolizyjny z wcześniej niezidentyfikowanym obiektem, a w przypadku braku odpowiedzi z jego strony przejść w tryb awaryjny, żeby uniknąć zderzenia, informować operatora, a w razie braku jego reakcji podjąć działania, jeśli nastąpi wcześniej nieplanowana zmiana kursu. System komunikacji natomiast będzie odpowiadał za łączność między statkiem a: innymi statkami, brzegowymi stacjami kontroli ruchu na morzu, służbami ratunkowymi oraz systemem zdalnego wsparcia. Za pośrednictwem tego ostatniego operatorzy będą nadzorować system autonomiczny, a w razie jego awarii przejmować kontrolę nad statkiem.
Perspektywy i wyzwania
Statki autonomiczne mają potencjał, by zrewolucjonizować transport morski – dzięki nim ma on szansę stać się tańszy, wydajniejszy, bezpieczniejszy. Efektywniej będzie też można wykorzystać dostępną przestrzeń na statku, potencjał załogi, paliwo. Z drugiej strony, choć ograniczone zostaną błędy ludzkie, to pojawią się kolejne wyzwania, przede wszystkim w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.
Konieczne będą też zmiany w prawie lokalnym, międzynarodowym i morskim, które nie obejmują przypadku statków sterowanych zdalnie ani autonomicznych. Regulacji wymaga również kwestia odpowiedzialności za jednostki pływające tego typu. Głównym wyzwaniem pozostają jednak w dalszym ciągu problemy techniczne. Jeżeli chodzi o czujniki, środowisko morskie stawia im specjalne wymagania w zakresie wytrzymałości na trudne warunki otoczenia. Ich ogromna liczba potrzebna przy pełnej autonomii wymusza optymalizację ich kosztów. Dopracować trzeba także algorytmy sterowania i nawigowania bezkolizyjnego, które muszą stosować się do przepisów morskich. Kluczowa jest ponadto dostępność łączy komunikacyjnych o odpowiedniej przepustowości, niezawodności (dzięki nadmiarowości) oraz skalowalności.
Platformy wiertnicze i wydobywcze
Morskie platformy wiertnicze i wydobywcze stanowią skrajnie nieprzyjazne środowisko pracy, o wysokim stopniu ryzyka wystąpienia wypadków – te zdarzają się wprawdzie rzadko, ale jeśli już do nich dochodzi, skutki dla załogi i otoczenia są katastrofalne. Wynika to ze specyfiki tego typu obiektów przemysłowych – zagrożeniem są łatwopalne surowce, które są na nich wydobywane i niebezpieczne urządzenia oraz narzędzia stanowiące ich wyposażenie. Bezpieczeństwu pracy nie sprzyjają także: ograniczona przestrzeń, wpływająca na swobodę poruszania się oraz operowania sprzętem i fakt, że platformy znajdują się w morskim środowisku, z daleka od lądu, zwykle w rejonach świata, gdzie panują ekstremalne warunki pogodowe. To sprawia, że ponieważ większość zadań wykonuje się na zewnątrz, pracownicy narażeni są na skrajne temperatury, silny wiatr, opady atmosferyczne (deszcz, śnieg), oblodzenie. Ponadto fale, prądy morskie i sztormy wpływają na stabilność tych konstrukcji. Ze względu na te wszystkie zagrożenia, zabezpieczenia i procedury postępowania na platformach wiertniczych i wydobywczych są na bardzo wysokim poziomie. Niestety, czynnikiem, którego nie można całkiem wyeliminować, jest błąd ludzki.
Automatyka na platformach
Pokazały to wypadki na platformach wiertniczych Piper Alpha u wybrzeży Szkocji i Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej. W obu przypadkach zdarzenia te miały przebieg gwałtowny i zakończyły się kompletnym zniszczeniem obiektu oraz śmiercią wielu członków załogi, z której, ze względu na wielkiej skali pożar, zadymienie i dużą odległość od lądu utrudniające akcję służb ratowniczych, zdołali się uratować tylko nieliczni pracownicy. Poza tym skutki wypadków były jeszcze bardzo długo odczuwalne w związku ze zniszczeniem lokalnego środowiska – wycieki paliwa zanieczyściły morze, a produkty jego spalania zatruły powietrze. Dlatego w tego typu obiektach dąży się do ograniczania obecności ludzi. W tym celu ich zadania automatyzuje się.
Potencjał w tym zakresie jest spory. Przykładem są zadania ”brudne” i wymagające dużej siły, jak łączenie rur podczas ich wymiany, w którym ludzi zastępują automaty w postaci zacisku z regulowaną średnicą otworu i kluczem do dokręcania o momencie obrotowym nawet kilkuset kNm. Dostępne są także roboty podnoszące i mocujące rury w odwiercie i roboty wiertnicze, automatyzujące wszystkie operacje związane z rurami i narzędziami. Opracowywane są też platformy automatyzacji i digitalizacji odwiertów. Oferowane są zarówno narzędzia, które usprawniają zarządzanie kompleksowo całym sprzętem wiertniczym, jak i dedykowane do konkretnych operacji. Przykładem ostatnich jest przełączanie pomiędzy trybami wiercenia rotary i slide, które jest wykonywane, by zmienić trajektorię odwiertu albo skorygować automatyka na morzu i offshore źródło: BPjej odchyłkę. Inną funkcją tego typu aplikacji jest zapobieganie efektowi poślizgu (stick-slip) spowodowanemu drganiami, który może powodować uszkodzenie wiertła. Jeśli opcja ta zostanie aktywowana, kontroler napędu będzie dostosowywał prędkość obrotową wiertła tak, aby energia ruchów skrętnych przenoszona na powierzchnię była pochłaniana. To po kilku cyklach skutkować będzie wytłumieniem wibracji.
Badania nieniszczące w branży morskiejInspekcja obiektów na morzu i na nabrzeżu jest utrudniona przez niesprzyjające warunki otoczenia (wiatr, fale, prądy morskie, rozpryski wody, ekstremalne temperatury), trudne warunki operacyjne, ograniczenia przestrzenne oraz zagęszczenie wyposażenia. Dlatego w tym zadaniu ludzi wspierają roboty wyposażone w sondy do badań nieniszczących, przykładowo ultradźwiękowe (jedno- albo wieloprzetwornikowe), do pomiaru prądów wirowych oraz kamery. Badania ultradźwiękamiSondy ultradźwiękowe typu phased array w porównaniu do standardowych wyposażone są w kilka przetworników, z których każdy niezależnie nadaje i odbiera sygnał pomiarowy. Pozwala to, dzięki odpowiednio dobranemu przesunięciu czasowemu między wiązkami, na dowolne kształtowanie fali, jej skupianie na określonej głębokości w obiekcie inspekcji i jej odchylanie o dowolny kąt. Mierniki ultradźwiękowe z głowicami wieloprzetwornikowymi sprawdzają się w: detekcji oraz obrazowaniu różnych defektów, na przykład pęknięć, pustek, wżerów spowodowanych korozją, wykrywaniu zmian właściwości materiału, ocenie jakości spawów i nitów, badaniach rozkładu kleju, pomiarach grubości materiałów i powłok. Dzięki możliwości dynamicznego sterowania wiązką akustyczną w porównaniu z sondami z jednym przetwornikiem mają kilka zalet. Funkcja elektronicznego skanowania, czyli sterowania wiązką komputerowo zamiast przesuwania głowicy, skraca czas inspekcji i poprawia wiarygodność wyników, ponieważ nie dochodzi do utraty sprzężenia za każdym razem, gdy sonda jest przemieszczana. Poza tym dowolne ogniskowanie w głąb umożliwia wykonywanie pomiarów na wielu głębokościach równocześnie. Elektroniczne zmienianie kątów wiązki w określonym sektorze jest też efektywniejszą alternatywą dla wielu standardowych sond w detekcji defektów o różnych rozmiarach. Metoda prądów wirowychBadania impulsowymi prądami wirowymi to technika inspekcji materiałów ferromagnetycznych, takich jak stal węglowa i żeliwo, wykorzystywana w detekcji wad i korozji rozwijającej się pod warstwami nieprzewodzących powłok wykończeniowych, okładzin ogniotrwałych oraz izolacji. Zasada pomiaru przy użyciu tych przyrządów jest następująca: cewki sondy po przyłożeniu do ściany poddanej badaniu są zasilane, a generowane przez nie pole magnetyczne magnetyzuje stal. Po odłączeniu cewek od zasilania stal ulega rozmagnesowaniu. Nagła zmiana natężenia pola magnetycznego generuje prądy wirowe. Przyrząd mierzy szybkość ich zaniku w miarę wnikania w głąb stali, która następnie zostaje przeliczona na grubość ścianki. Technika ta jest jedną z najbardziej wszechstronnych metod nieniszczących. Konfiguracja przyrządu jest szybka i prosta. Nie ma też potrzeby przygotowania powierzchni (usuwania powłok, izolacji), inspekcję można zatem przeprowadzić nawet, gdy obiekt jest w eksploatacji. Zdalna inspekcja wizualnaWykorzystuje się też zdalnie sterowane roboty wyposażone w kamery. Oceniają one integralność komponentów i infrastruktury tam, gdzie jest zbyt niebezpiecznie albo zbyt daleko dla ludzi. W tym zastosowaniu wykorzystywane są kompaktowe, obrotowe kamery monitoringu. Obrazy nimi rejestrowane poddawane są obróbce i analizie w specjalnym oprogramowaniu. Dzięki temu wyniki inspekcji nie opierają się tylko na wiedzy i doświadczeniu personelu. |
Pojazdy ROV I AUV
W branży naftowej wykorzystywane są też zdalnie sterowane pojazdy ROV (Remotely Operated Vehicles) i autonomiczne pojazdy podwodne AUV (Autonomous Underwater Vehicles) (patrz: ramka). Ich główne zastosowania to inspekcje i eksploracja.
Są one wciąż rozwijane. Przykład to autonomiczne pojazdy firmy Eelume, do prac nad którymi inspiracją były... węże strażackie. Są one budowane z modułów, które można ze sobą zestawiać w dowolny sposób. Dzięki temu, że sztywne sekcje łączone są za pomocą elastycznych łączników ,mogą zmieniać kształt i poruszają się, ”zwinnie” manewrując nawet w ograniczonej przestrzeni. Moduły różnią się wyposażeniem – sensory i chwytaki można montować w dowolnym miejscu wzdłuż korpusu pojazdu. Możliwa jest przykładowo konfiguracja dwuramienna, z narzędziami zamontowanymi na obu końcach i korpusem uformowanym w kształt litery U – jeden koniec ramienia może służyć do zakotwiczenia pojazdu, a drugi operować chwytakiem lub pierwszy może za pomocą kamery rejestrować przebieg operacji. Opływowy kształt ułatwia pojazdom firmy Eelume poruszanie się nawet przy silnych prądach morskich. W założeniu będą one pracować cały czas pod wodą, dokując się do stacji ładowania na dnie morskim.
Kolejny przykład to Aquanaut opracowany przez specjalizującą się w robotyce oceanicznej firmę Houston Mechatronics. Jest to wielofunkcyjny robot podwodny, mogący pracować jako zdalnie sterowany pojazd (bez uwięzi) lub autonomiczny pojazd podwodny. Przełączenie z trybu AUV na ROV zachodzi w zależności od potrzeb. W pierwszym ramiona robota są ukryte w kadłubie. Jego opływowy kształt pozwala na pokonanie dużej odległości dzięki wbudowanemu napędowi i akumulatorom. Po dotarciu do celu pojazd przechodzi w tryb ROV. Wtedy kadłub otwiera się, odsłaniając kamery i skanery laserowe. Rozkładają się też ramiona wyposażone w chwytaki i narzędzia.
Czym się różnią pojazdy ROV i AUV?Chociaż zarówno ROV, jak i AUV to pojazdy podwodne, które eksplorują zbiorniki wodne bez człowieka na pokładzie, jednak występują między nimi znaczące różnice. Pierwsze z nich są zdalnie sterowane przez operatorów, którzy przebywają na pokładzie łodzi lub statku, z którym ROV jest połączony kablem. Jego długość określa maksymalną głębokość zanurzenia pojazdu i jego dystans od statku. Poza tymi parametrami różne modele ROV mogą się różnić rozmiarami i rozwijaną prędkością. Kabel, który łączy pojazd ze statkiem, służy do dwukierunkowej transmisji danych i zasilania ROV, choć niektóre modele są zasilane z akumulatorów. W tracie użytkowania pojazdów tego typu zwykle jedna osoba steruje ROV, zaś druga nadzoruje kabel. Kontrola uwięzi polega na utrzymaniu jej optymalnej długości, dzięki czemu ROV przemieszcza się w założonym przedziale głębokości i odległości od statku, a zarazem zapobiega się jego zaplątaniu w za długi kabel. Brak nadzoru nad kablem utrudnia też sterowanie ROV i manewrowanie statkiem. AUV to również bezzałogowe pojazdy podwodne, które jednak inaczej niż ROV nie wymagają ingerencji ani kontroli w czasie rzeczywistym ze strony człowieka. Zamiast tego są wstępnie programowane, a potem działają autonomicznie, na przykład zmieniając kurs albo kończąc swoją misję wcześniej, niż oczekiwano na podstawie zebranych w jej trakcie informacji. Zarówno pojazdy ROV, jak i AUV wyposaża się w liczne czujniki, chwytaki, próbniki oraz manipulatory, w zależności od ich zastosowań, wśród których można wymienić: inspekcję, zbieranie próbek, lokalizację, konserwację, rozpoznanie terenu. Ze względu na specyfikę w niektórych z nich dany rodzaj pojazdu sprawdza się lepiej niż ten drugi. Zaleta ROV to głównie pełna kontrola nad pojazdem, dzięki jego połączeniu ze statkiem, co ułatwia jego eksploatację w rejonach o dużym natężeniu ruchu statków i innych pojazdów podwodnych, które mogą wpłynąć na zmianę kursu AUV, jak też w razie narażenie na silne prądy morskie i wzburzone fale. Zalety AUV to z kolei: możliwość penetracji rejonów akwenów zbyt płytkich, by mógł w nie wpłynąć statek nadzorujący ROV, swobodniejsza, bo nieograniczona długością kabla, ich eksploracja, odciążanie personelu kontrolującego ROV. |
Roboty na platformach
Roboty takie jak Eelume czy Houston Mechatronics nie są jeszcze używane w branży naftowej powszechnie, ale już sam fakt, że takie powstały i są testowane, świadczy o tym, że projekty do niedawna jeszcze będące pomysłami z kategorii science fiction, urzeczywistniają się. Z czasem na pewno można oczekiwać ich komercjalizacji. Podobnie będzie z pewnością z czworonożymi robotami, których przykładem jest ANYmal firmy ANYbotics. Tego typu maszyny mają szansę sprawdzić się na platformach wiertniczych i wydobywczych, ponieważ są wyposażone w... nogi. Dzięki temu lepiej niż tradycyjne roboty przemysłowe będą sobie radzić z poruszaniem się po obiektach zaprojektowanych z myślą o ludziach, pełnych sprzętu, rur, stopni, schodów, innych przeszkód i w ciasnych przestrzeniach. Na przykład ANYmal jest w stanie wchodzić i schodzić ze schodów i pochyłości (do 30º), pokonywać przeszkody, jak progi (maks. 25 cm) i szczeliny (30 cm) i czołgać się (pod min. 60 cm). Potrafiwrócić do równowagi w razie jej utraty. Stopień IP 67 pozwala mu na pracę wewnątrz i na zewnątrz budynków, w deszczu, śniegu, w strumieniu wody, przy zapyleniu, przy nasłonecznieniu oraz w ciemnościach. Jest to robot autonomiczny. Rozpoznaje otoczenie, planuje optymalne ścieżki ruchu oraz uczy się powtarzalnych procedur, dzięki zaimplementowaniu algorytmów opartych na sztucznej inteligencji, które analizują dane z czujników (kamera, kamera termowizyjna, mikrofon do rejestracji sygnałów akustycznych w zakresie częstotliwości słyszalnych i ultradźwięków). Komunikuje się za pośrednictwem Wi-fii 4G/LTE, ale większość analiz wykonuje komputer pokładowy. Dzięki temu ANYmal potrafina przykład odczytywać wskazania analogowych przyrządów pomiarowych i sprawdzać stan zaworów, wykrywać: gorące punkty instalacji, wibracje i przecieki, a opcjonalnie (wyposażony w czujnik gazu) wycieki trujących gazów. W razie potrzeby operator może także przejąć nad nim zdalnie pełną kontrolę. Maszyny takie jak ANYmal przyczynią się z pewnością w przyszłości do upowszechnienia się bezzałogowych platform wiertniczych i wydobywczych – pierwsze takie obiekty już zresztą zostały uruchomione (patrz: ramka).
|
Oseberg H to pierwsza na świecie w pełni zautomatyzowana platforma wydobywcza uruchomiona w 2018 roku na Morzu Północnym przez norweską firmę energetyczną Equinor (dawniej Statoil). Ponieważ jest to obiekt bezzałogowy i wymagane są tylko jedna lub dwie wizyty konserwacyjne rocznie, nie przewidziano w nim pomieszczeń mieszkalnych ani nawet toalety. Dzięki temu czas budowy znacząco się skrócił (platforma została zbudowana w ciągu zaledwie kilku lat) oraz zmniejszyła się waga (część nawodna platformy waży "tylko" 1000 ton). Ostatecznie mniejszy, niż początkowo zakładano (o 20%), był również koszt budowy, który wyniósł 606 mln funtów. Bezpieczeństwo obiektu jest zagwarantowane przez personel zdalnie go obsługujący, nadzorujący oraz interweniujący w razie problemów.
|
Farmy wiatrowe – zdalny monitoring i...
Właściwa konserwacja ma kluczowe znaczenie dla wydłużenia czasu i zmniejszenia kosztów eksploatacji farm wiatrowych. Regularne przeglądy i naprawy zapobiegają też przestojom, co poprawia wydajność produkcji energii elektrycznej. Ze względu na specyfikę tych obiektów nie jest to jednak łatwe zadanie – wymagana jest praca na wysokości, w często niesprzyjających warunkach pogodowych. W przypadku farm morskich środowisko pracy jest jeszcze uciążliwsze, a ponadto najpierw trzeba dotrzeć na miejsce, zwykle w odległej od brzegu lokalizacji. Dlatego, żeby efektywniej planować konserwację, w obiektach tych wdraża się predykcyjne utrzymanie ruchu i zdalny monitoring, a żeby ograniczyć konieczność osobistej ingerencji personelu, rozważa się wykorzystanie pojazdów bezzałogowych, powietrznych i podwodnych.
W predykcyjnym utrzymaniu ruchu wykorzystuje się systemy monitorujące stan obiektu na podstawie czujników w nim zainstalowanych. Pozwala to na wykrycie zmian wskazujących na rozwijającą się usterkę. Mierzy się m.in. wibracje. Wykorzystuje się w tym przypadku to, że większość uszkodzeń maszyn wirujących, jak i niewyważenie czy niewspółosiowość ich elementów powodują nadmierne drgania o charakterystycznym widmie. Analizując jego składowe, przeważnie przez porównanie z danymi historycznymi, można przewidzieć problem, zanim się jeszcze nasili. Wibracje monitoruje się w przypadku komponentów układu napędowego: łożyska głównego, przekładni (łożyska, wału, kół zębatych) oraz łożyska generatora, wieży elektrowni oraz łopatek turbiny. Ostatnie sprawdza się w ten sposób pod kątem pogorszenia się integralności strukturalnej z różnych przyczyn, jak: uderzenie pioruna, oblodzenie, niewyważenie wirnika, ich nieprawidłowe ustawienie czy słaba jakość materiału, z którego je wykonano. Poza tym pękanie i rozwarstwianie materiału łopatek wykrywane jest przez czujniki piezoelektryczne, a odkształcenia przez tensometry. Ponadto monitorowany jest stan oleju smarnego w przekładniach turbin wiatrowych. Pozwala to ocenić jego jakość, skuteczność układu filtrującego i wykryć usterki przekładni. Fundamenty i wieże elektrowni są zaś monitorowane pod kątem: zmęczenia materiału konstrukcji, zniszczeń w strefie rozbryzgu, podmycia fundamentów, ciągłości spoin, korozji.
Jak branża morska chroni się przed korozją i pyłami?Elementy konstrukcji i wyposażenia statków, platform wiertniczych i elektrowni wiatrowych mają kontakt z wilgotnym, silnie zasolonym powietrzem. Jest na nie narażona część statków, która niejest zanurzona w morzu i ich wnętrze (maszynownia, ładownia, kabiny), a w elektrowniach turbina. Podwodna część kadłuba statków oraz wieże wiatraków stykają się z kolei ze słoną wodą morską. Przez to poważnym problemem w branży morskiej jest korozja. Chociaż w takich warunkach nie nie można jej całkiem wyeliminować, próbuje się ją ograniczać – kluczowe znaczenie ma dobór odpowiednich materiałów. W tym zastosowaniu wybierane są te klasy morskiej. W tej wersji są dostępne popularne metale, m.in. stal węglowa, stopowa, nierdzewna, galwanizowana, mosiądz, miedź, aluminium i brąz. "Zwykłe" stale węglowe nie sprawdzają się w środowisku morskim z powodu podatności żelaza na rdzewienie, dlatego wymagają dodatków. Takie są obecne m.in. w gatunkach: AH36, DH36 i EH36. Stale stopowe klasy morskiej to natomiast MD, ME, MF i MG. Odporna na korozję jest też m.in. stal nierdzewna. Zawdzięcza tę właściwość zawartości chromu (minimum 10%) tworzącego na powierzchni samonaprawiającą się warstwę tlenku. Chociaż wszystkie gatunki stali nierdzewnej mają pewną odporność na korozję, niektóre są odpowiedniejsze do środowisk morskich niż pozostałe. Przykład to 316, nierdzewiejący dzięki większej zawartości niklu oraz dodatkowi molibdenu. Sprawdza się zwłaszcza w korpusach obudów, ale nie jest polecany jako materiał wykonania nakrętek, śrub ani złączy. Te lepiej wykonać ze stali nierdzewnej 304, ze względu na jej wyższą wytrzymałość i odporność na zużycie dzięki nieco wyższej zawartości chromu, i niższy koszt. Typowe zastosowania stali ocynkowanej to elementy mające kontakt z wodą słodką w niskiej temperaturze (w słonej wodzie o wysokiej temperaturze chlorki szybko korodują cynk, a temperatura przyspiesza korozję). Aluminium klasy morskiej to przede wszystkim stopy 5xxx i 6xxx – jednym z najpopularniejszych jest 5052, z dodatkiem chromu i magnezu. Wytrzymalsze jest aluminium 5083. Metalem klasy morskiej jest też aluminium 6061-T6. Gatunki miedzi C70600 oraz C71500 odporność na korozję zawdzięczają dużej zawartości niklu. Wyróżnia je też odporność na uszkodzenia przez glony i skorupiaki. Najpopularniejsze stopy mosiądzu klasy morskiej, z dodatkiem cynku i cyny, to C46200 i C46400. Stopy brązu odporniejsze na korozję to z kolei C65500 (z krzemem), C95400 (z aluminium) oraz C51000 (z fosforem). Podobnie jak stopi miedzi, stopy brązu są odporne na uszkodzenia przez glony i skorupiaki. Kolejną ważną kwestią jest kompatybilność metali – powinno się unikać ich zestawień, w których może wystąpić korozja galwaniczna. Przed korozją zabezpiecza także malowanie proszkowe oraz powłoki ceramiczne. Niekorzystne jest też przenikanie płynów i pyłów do wnętrza obudów – na przykład woda morska i zwykła powodują zwarcia, a kurz blokuje elementy ruchome. Dlatego wymagany jest odpowiedni poziom ochrony, uzyskiwany przez dobranie materiału i typu uszczelnień oraz konstrukcję złączy. Charakteryzuje go stopień IP. Kod IP składa się z dwóch cyfr. Pierwsza, z przedziału od 0 do 6, opisuje poziom zabezpieczenia przed wnikaniem do wnętrza urządzenia ciał stałych, druga, w zakresie od 0 do 9, wody. Przykładowo obudowa o stopniu ochrony IP58 ma zagwarantowaną pyłoodporność i szczelność przy zanurzeniu ciągłym, IP56 pyłoodporność i szczelność przy zalaniu falą wody (zalecaną na przykład w przypadku obudów wyposażenia jednostek pływających), zaś IP67 pyłoszczelność i szczelność przy zanurzeniu czasowym. |
…drony
Bezzałogowe statki powietrzne i podwodne są już wykorzystywane w bezzałogowej inspekcji wizualnej, przede wszystkim łopatek turbiny i fundamentów elektrowni wiatrowych. Są one przeważnie zdalnie sterowane, chociaż stopniowo upowszechniają się pojazdy autonomiczne. Rozwija się też koncepcję rojów, w której wiele, na przykład dronów, dane zadanie wykonuje kolektywnie, szybciej oraz na większą skalę. O ile inspekcja wizualna i badania nieniszczące z wykorzystaniem ROV, AUV i dronów są już wykonywane, o tyle w powijakach jest jeszcze ich wykorzystanie w konserwacji i naprawach. Wynika to z ich ograniczeń. Drony, ze względu na mały udźwig, nie mogą przenosić ciężkiego sprzętu, a poza zasięgiem pojazdów podwodnych, które wprawdzie są w stanie naprawiać kable i konstrukcje podmorskie, pozostają turbiny. W związku z tym rozważa się wspólne działanie tych pojazdów, ale jak na razie jest to jedynie koncepcja.
Monika Jaworowska